Cel

W pogoni za ideałem
Dotarłem, gdzie zawsze chciałem

I ten... Tego... No właśnie...

Co to ja zrobić miałem?

Bunny

Run little bunny
Run run run
They are gonna hunt you
For fun fun fun
They will cut you legs
Just to own luck
And put you on fire
To turn into snack
Your life will be short
Filled with pain pain pain
If you succeed the run
They will hunt you again

But remember this
You little furry shit
We all loose at The End
Never ever regret!!!

Last run. Every run.

Take a look into the sky
One last time before you die.
Think of things you haven't done.
Feel warm touch of rising sun.
Bless all people you did knew.
Fuck all those who did scrued you.
And let go. Do not think twice.
Always run with the lions. Never with mice.

. . .

The majesty of the sea
This is purest poetry

Summer wind

Summer wind, my truthfully friend,
Hold my hand until the end.
No matter what, do not let go.
Sing for me. Whistle. Whisper and blow. 
This night will pass. All stars will fail.
Life is a prison. Time can be jail. 
But not tonight. In this balcony
Romeo will live forever with Julie. 

Pan Kotek

Pan Kotek był chory.
Leżał na poboczu.
Krew i lepka ropa
Wyciekały z oczu.

Kości połamane.
Poszarpana skóra.
A z nosa wystaje
Kawałek pazura.

Dziewięć żyć zleciało
Niczym oka mgnienie.
Pozostało tylko
Błotnika wgniecenie.

rainy tears

In the middle of the night
Me, my self and I
Looking on the other side
Arm to arm, eye to eye

Nothing here, nothing there
What had been has long time gone
Nothing for us anywhere
Is this time for Ktulu zone...

What if we'll be there alone
Every single piece of me
Whip my name from tombstone stone
Let it be Just let us be...

Listy i nieme słowa

Bez przyczyny, i bez skutku,
Pijąc drobne łyczki smutku
Z filiżanki do herbaty,
Czytam list od psychopaty.

O miłosci, strachu, stracie,
Żalu, bólu i... herbacie?
Dziwnie, lecz jednak pasuje.
Filiżanka wciąż paruje...

... para smutku otumania.
Gubię czas. Myśli. Zeznania.
Zwijam siebie w liść herbaty.
Niemy. Jak list psychopaty.

Two tears

Mystic two tears in a glass.
Near window. Near thorn.
There is no one close like us.
Never were. But will be born.

A Ty?

Gdyby świat zakręcić kołem,
Zamieniając górę z dołem,
By rzecz można z doświadczenia
Jaki smak mają marzenia,
Zakręcisz? Ten jeden raz?
Myśl niespiesznie. Mamy czas...

. . .

Cokolwiek się stanie
Ty jesteś wiecznością.
Oazą spokoju
I nieskończonością.
Ogromem wszechświata.
Wszechstronnością nieba.
By w każdej sytuacji,
Było tak jak trzeba!!!

. . .

Gdy noc zastąpi świt
Serca ostatni bit,
Razem z ostatnią łzą,
Przeminą. Tak jak są.
Nieznacznie
I ulotnie.
Zapominani bezpowrotnie.

Falowanie

Ptaki nocy odleciały
Zostawiając nagi świt.
Nim nadejdzie blask poranka
Żywym nie zostanie nikt.

To co było już przepadło.
Nie powróci co minęło.
Gwiazdy, księżyc i aksamit
Razem z mrokiem diabli wzięło.

Jeno pustka pozostała,
Niestrudzona w zawieszeniu.
Oczekując blasku słońca,
Rozmarzona w zapomnieniu.

Ostatni zachód słońca na najdalszym krańcu świata

Sam. Na końcu świata,
Nie mówiąc nic nikomu,
W butelkę schowam list,
By wysłać go do domu.

List ten mi jest wyjątkowy.
Jedną krwii kroplą spisany.
W treści są tylko dwa słowa.
I guzik. Ciut obłamany.

Morze mym listonoszem.
Wiatr, to skrzynka pocztowa.
W nich ma ostatnia nadzieja,
Oraz zaklęte dwa słowa.

Burza

Wyciągnij dłoń. Chwyć wiatru toń.
Następnie pomyśl o burzy.
Gdy chciała będzie, wtedy nadejdzie.
Bo burza nikomu nie służy.

Lecz kiedy nastanie, niespodziewanie,
W swym majestacie potęgi.
Dla ciebie właśnie błyśnie i zgaśnie
Obnosząc wszystkie swe wdzięki.

Więc unieś dłoń na wiatru toń.
Wyszeptaj swe pragnienie burzy.
Wypełnij serce nadzieją. I czekaj.
Bo burza nikomu nie służy.

Powiew wiosny

Oto pierwszy powiew wiosny.
Jakże rześki. Jak radosny.
Jak promienny i beztroski.
Miły. Śliczny. Słowem - boski.

Kusi chmurką. Słonkiem nęci,
By pogrzebać w niepamięci
Śniegu oraz deszczu słoty
Grypę, katar i suchoty.

Mimo szczerej chęci wiosny
Pierwszy powiew, tak radosny,
Kończy z zasmarkanym nosem.
Oczekując dalszych wiosen.

Gołębie

Wrony, kruki i gawrony.
Czarne dzioby. Czarne szpony.
W czarnych głowach czarne ślepia.
Korpus czarny puch oblepia.
Czarna krew pulsuje w żyłach.
W duszy dżemie czarna siła.
Czarnej magii kwintesencja.
Czarcia diabła dekadencja.

Zaś głęboko serce białe.
Takie wątłe. Takie małe…

Magia świąt

Magia, taka prawda szczera,
Jest ulotna jak cholera.
Trwożna, cicha i nieśmiała,
Niczym jakaś pchełka mała,
Kryje się w maleńkich rzeczach.
Niech nikt temu nie zaprzecza!
W płatku śniegu, bombki blasku,
Mikołaja saniach trzasku,
Lampek barwnym migotaniu,
Barszczu głuchym bulgotaniu,
Biciu serca osób bliskich
I podarkach dla nich wszystkich.
Tych drobiazgach. Bibelotach.
Nic nie znaczących przedmiotach,
Napełnianych zaufaniem,
Troską, trwogą i kochaniem.
Oto Magia w pełnej krasie.
Starczy chcieć – na pewno da się
Znaleźć ją w zasięgu wzroku.
Dać się porwać. Choć raz w roku.

. . .

Obudziłem się wśród nocy.
Zatrząsły się klatki pręty.
Ktoś gdzieś grzebie w moim lesie.
Ktoś narusza me odmęty

Ładu, składu, nieporządku,
Grobów młodzieńczego buntu,
Kurhanów dziecięcych marzeń.
Szuka tam miękkiego gruntu,

By móc jeszcze głębiej kopać.
By rozgarniać lęków grudki.
By wyłamać pragnień bramy.
By zakopać swoje smutki.

Melancholia

Samotny morderca
Wyrusza o świcie,
By tuż przed północą
Odebrać twe życie.
By ukraść twe sny.
I twoje marzenia.
By wyssać twą chęć
Dalszego istnienia.
Zabierze zapachy
I barwy twej duszy.
Zostawi samotność
Nim dalej wyruszy.